Czy Ktoś TU jeszcze o mnie pamięta? ;)

Nieźle mi się blog zakurzył...

Nie wiem czy ktoś TU jeszcze pamięta o mnie? 
Choć nie komentuję Waszych postów, to chcę żebyście Kochane blogowe Koleżanki wiedziały, że często do Was wirtualnie zaglądam. Po prostu proces powrotu do życia okazał się trudniejszy i dłuższy niż się tego spodziewałam. Ale walczę i nie poddaję się. Na dowód tego wrzucam zdjęcie z moimi niedawno uszytymi pomocnikami z pracowni. Na ogól są grzeczni, tylko tym razem dali się przyłapać jak upychali kolegę w koszyku ;) Chyba im podpadł :P

Pomocnicy w akcji;)
U mnie w domu tak wiele nowości, że ciężko nadrobić te wszystkie zaległości uwzględniając kolejność zmian. Chyba największą jak do tej pory zmianą okazało się przerobienie dwóch małych pomieszczeń gospodarczych na jeden pokój w którym obecnie znajduje się moja pracowania. 

Pracownia Marzeń
Muszę się przyznać, że jestem bardzo szczęśliwa mając w końcu swój własny kąt do tworzenia. Pokój jest idealnie przystosowany do moich potrzeb. Ostatnio chodzi mi po głowie zakup maszyny typu owerlok, może któraś z Was ma jakieś doświadczenia z tego typu maszynami? Byłabym wdzięczna za jakieś sugestie lub podpowiedzi. Krótko mówiąc - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chciałabym lepiej wykańczać moje prace, tak żeby mieć pewność że nic nie będzie się strzępić. Dążenie do idealności do żmudna droga ;)

Miałam napisać dłuższy post, ale jestem już zmęczona wyjątkowo długim dniem, a nie chcę go zapisywać jako roboczy, bo później mogę o nim znowu zapomnieć. Tak więc zmykam spać i postaram się zaglądać tu częściej.

Dobranoc i ściskam Was mocno

Munia

Powrót do życia i szydełkowy dywanik


Post bardzo zaległy...

Ciężko jest mi wrócić do blogowania. Myślałam nawet o zamknięciu bloga. Wiele spraw z życia prywatnego przyćmiło mi radość tworzenia. Powoli wracam do siebie, ale jest to proces bardzo długi, trudny i niezwykle wyczerpujący psychicznie a co za tym idzie, przekłada się to na moją formę fizyczną...a właściwie jej brak.Można by rzec, że ostatni rok spędziłam w domu, nie licząc wyjść koniecznych jak lekarz czy szpital. Wiem też, że gdyby nie moja pasja do tworzenia, to byłoby znacznie gorzej niż jest.
Każda rzecz, która powstała w przeciągu tego roku, nosi w sobie niewidoczną historię moich myśli jakie towarzyszyły mi przy jej powstawaniu. Gdy dopada mnie śmierć twórcza moich rąk, to biorę się za przemeblowanie i szuram meblami tak długo, aż wróci harmonia ładu i spokoju. Trzeba jakoś sobie radzić ;)

Ale teraz o tym o czym powinien być i jest ten blog - twórczość Munii :)

Pośród całego chaosu jakie mnie czasami otacza, poczyniłam oto taki szydełkowy dywanik.
Używałam trzech motków bawełny jednocześnie, żeby uzyskać nieco grubszy splot. Całość powstała dość szybko i bez najmniejszych problemów. 



Pamiętam moje początki z szydełkiem. Zaczęło się niewinnie od filmików na YT, potem doskonaliłam swój warsztat w pracy. Do jednego mogę się przyznać - jest to jedno z najlepszych rzeczy jakich przyszło mi się nauczyć w moim dorosłym życiu.
Niesamowicie relaksujące zajęcie, choć czasami bywa używana łacina, gdy szydełko o rozmiarze 1mm plus nitka nie chcą ze sobą współpracować, a moje oczy zaczynają widzieć tylko plamki wieczorową porą... Całe szczęście, że jest to niechęć chwilowa. Po każdej burzy wychodzi słońce :)


Wzór na ten dywanik znajdziecie TUTAJ klik  


Do zobaczenia wkrótce (szybciej niż myślicie)

Ściskam Was ciepło
Munia

*** Jagodowe muffinki ***

Witajcie :)

Dziś chciałam się z Wami podzielić sprawdzonym przepisem na jogurtowe muffinki. Są one niebiańsko wilgotne, a podstawowy przepis można również wykorzystać np.: jako bazę pod muffinki z czekoladą (zamiast jagód, dodaję drobno pokrojoną czekoladę do ciast).


Jogurtowe muffinki z jagodami

Przepis na około 12 muffinek

  • 250g mąki pszennej
  • 100g mąki ziemniaczanej
  • 2 płaskie łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanka oleju
  • 130g jasnego brązowego cukru (ewentualnie może być zwykły)
  • 1,5 łyżeczka cukru waniliowego
  • 250g jogurtu naturalnego
  • aromat waniliowy
  • 300g umytych i odsączonych jagód

W pierwszej misce mieszam obie mąki, sodę i sól.
W drugiej należy połączyć ze sobą olej, jajka, jogurt, oba cukry i kilka kropel aromatu. Wsypać mieszankę z mąką i jagody. Następnie krótko i delikatnie wymieszać.
Ciasto przełożyć do formy na muffinki wyłożonej papilotkami. Piec w temperaturze 160oC na funkcji termoobieg przez około 25 minut.
 

Moje rady:
  • mąkę zawsze należy przesiać przez sito, dzięki temu mąka i ciasto nabiorą powietrza, dzięki czemu ciasto będzie pulchniejsze i lżejsze
  • wszystkie składniki połączyłam przy użyciu trzepaczki a pod koniec łyżki sylikonowej - tak więc można przygotować ciasto bez użycia miksera
  • muffinki idealnie smakują, gdy na jeszcze ciepłe polejecie je czekoladą (najszybciej i najprościej będzie rozpuścić ciemną czekoladę do ciast w garnku)

Życzę udanych wypieków :)
Munia


Mały przegląd mojego INSTA :)

Witajcie ! ! !

Dzisiaj będzie krótko, ale treściwie. Zdjęcia pochodzą z mojego konta na INSTAGRAMIE - @evanorge - do którego obserwowania gorąco zapraszam :)

Na zdjęciach prezentowanych poniżej pokazuję to co mnie inspiruje, co udało mi się skończyć oraz co mam w planie...

Na dobry początek marcowych inspiracji zaopatrzyłam się w dobrą gazetę. Do jednej z moich ulubionych należy "rom 1*2*3".
Mnóstwo w niej pięknych ilustracji, ciekawych porad i artykułów. . .


Udało mi się skompletować galerię na jednej ze ścian w salonie. Nowe nabytki pochodzą od House Doctor. 


A to są już piękne notesy z serii "Botanicals Notebook Collection". W końcu będę miała gdzie notować, szkicować i przechowywać swoje pomysły.



Zdjęcie poniżej pochodzi z kuchni. Niestety nie jest to moja wymarzona kuchnia, ale już zacieram ręce do remontu jaki w niej planujemy na lato. Wtedy będzie po mojemu i UWAGA: nie będzie na biało ;)


... no może jednak trochę będzie ;) 
Jedyne co mogę zdradzić, to to że będzie nietypowo i ciekawie...

Na koniec powrót do przeszłości, czyli jak piękne rzeczy potrafią być ponadczasowe i zawsze znajdą swoje miejsce wśród nowo panujących trendów. Serduszka uszyte 2-3 lata temu - wciąż cieszą moje oczy.


Ściskam Was cieplutko i zmykam kończyć dywanik, bo przede mną kolejne projekty do zrealizowania.

Munia

Stolik ze szpuli w stylu loftowym...

Witajcie Kochani :)

W powietrzu czuć już wiosnę. I choć za oknem mam totalny mix pogodowy - deszcz, śnieg, grad, burza, wiatr to wiem, że jest do niej bliżej niż dalej...


Uwielbiam takie projekty, których efekt przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. I tak było w tym przypadku. Same przyniesienie S Z P U L I przez Męża, było dla mnie wielkim zaskoczeniem, pozytywnym oczywiście
.
 I niemal od razu przystąpiliśmy do realizacji planu jakim głównym założeniem był - stolik. Ale nie taki do końca zwyczajny, o ile można takim go nazwać i bez metamorfozy. 

W internecie można znaleźć wiele inspirujących pomysłów co można z takiej szpuli po kablach zrobić. My zdecydowaliśmy się na stolik z otwieranymi drzwiczkami, miejscem na książki oraz podświetlanym wnętrzem.

Pierwszy etap to oczywiście obmycie szpuli z brudu. Następnie Mąż powyciągał odstające gwoździe i zszywki, następnie lekko przeszlifował blat i spód szpuli. Potem przyszedł czas na wycięcie dwóch desek, które Pan Mąż skrócił do odpowiedniej długości, aż w końcu zamocował zawiasy. 
Wewnątrz szpuli zamontowaliśmy lampkę typu LED, która daje ciekawy efekt wieczorem, a przy tym jest praktycznym oświetleniem wewnątrz stolika. Za uchwyty drzwiczek posłużył stary pasek, który został pocięty na mniejsze kawałki a następnie do nich przymocowane.
Przysłowiową wisienką na torcie stały się obrotowe kółka przymocowane od spodu.

A i bym zapomniała o poprzecznych przegródkach na gazety czy książki :) No to teraz będzie już wszystko.

I jak Wam się podoba efekt Naszej pracy, a w sumie głównie mojego Męża??

PRZED :



PO :






Pozdrawiam Was serdecznie
Munia

Chocolate paradise...

W i t a j c i e  K o c h a n i ! ! !

Ameryki nie odkryłam, ale muszę to napisać: czekolada to najlepszy polepszać humoru na świecie !
Co tam kalorie, cukier i tłuszcz w niej zawarte... Liczy się jej boski smak!

 Jak na czekoladożercę przystało nie wzgardzę również "Murzynkiem" lub "Brownies". Jednak o ile łatwiej jest kupić smaczną czekoladę, to ze znalezieniem przepisu na dobre ciasto czekoladowe bywa różnie.

Ja mam już sprawdzony i bardzo łatwy w zrobieniu przepis na ciasto czekoladowe z polewą.

Jest to przepis na typowy murzynek z grubą warstwą polewy czekoladowej.

Uwaga!!! - po upieczeniu i wystudzeniu - ciasto szybko znika :)


M u r z y n e k

Składniki:
  • 200 gr masła/margaryny
  • 5 jajek
  • 1,5 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki wody
  • 7 łyżek kakao (ja używam ciemnego typowo do pieczenia)
  • 2 szklanki mąki
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • blaszka o wym. 30 cm x 23 cm

Masło/margarynę, cukier, kakao rozpuścić w kąpieli wodnej - najlepiej roztapiać składniki po kolei - najpierw całkowicie tłuszcz, potem wsypać cukier - mieszać cały czas, a następnie dodać resztę składników i wodę. Powstałą masę ostudzić.

W osobnej misce przesiać mąkę i dodać proszek do pieczenia. 

Nastawić piekarnik na 180 stopni.

Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywno. Do piany z białek dodać żółtka i delikatnie połączyć mieszając łyżką. Następnie dodać ostudzoną masę i również dokładnie wymieszać. Powoli dodać mąkę z proszkiem do pieczenia. Również wymieszać przy pomocy łyżki (sylikonową, plastikową lub drewnianą).

Całość przelać do blaszki wcześniej wysmarowanej tłuszczem i wysypaną np. mąką lub kaszką manną.

Piec w 180 stopniach przez około 40 minut.

P o l e w a 
  • 125 gr masła/margaryny
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 3-4 łyżeczki kakao
  • 3-4 łyżeczki mleka
W garnuszku roztopić masło, następnie dodać cukier puder - całość dokładnie wymieszać. Następnie zdjąć z płyty/palnika i dodać kakao i mleko cały czas mieszając.

U W A G A ! ! !
Gdyby polewa się zważyła - tzn. tłuszcz by się odciął od reszty, a w garnuszku powstałyby grudki jest sposób na jej odratowanie - sprawdzony :)
Należy garnuszek z powrotem podgrzać wraz z zawartością i dodawać po łyżce gorącej wody (najlepiej jest zagotować wodę w czajniku). Mieszać całość do ponownego połączenia się składników. Gdyby całość była za rzadka dodać kakao.

Na wystudzone ciasto polać polewę.

Smacznego !

Ściskam Was ciepło
Munia

Pojawiam się i znikam...

Witajcie Kochani ! ! !

Przepraszam, że tak długo kazałam na siebie czekać... Wracam choć na chwilę, by napisać Wam, że bardzo dziękuję, że wciąż ze mną jesteście. Dostaję tyle miłych maili od Was min. z zapytaniem kiedy wrócę i czy wszystko u mnie w porządku. Dlatego dzisiaj postanowiłam podzielić się choć troszeczkę zmianami jakie zaszły w ostatnim czasie w moim nowym domu.

Zdjęcia są robione telefonem, stąd nie zawsze jakość jest taka jak powinna być.
Ale tak przynajmniej mogłam szybciej je wrzucić na bloga :) Czasami skróty są wskazane...

A więc zapraszam Was do mojego salonu.

Na zdjęciu poniżej widać kącik jadalniany oraz przepiękny regał i komodę w moim ulubionym Scandi-Look. Prosta forma, niemal dwa kolory sprawiają, że takie mebelki świetnie nadają się na różnego rodzaju kolorowe ozdoby. Mniej zadowolona jest Patrycja, która szukając czegoś pyta się mnie nieraz gdzie to jest, a ja odpowiadam...w komodzie z białymi szufladami. Na prawo od wiszącego regału znajdują się dwa obrazki autorstwa mojej Pati :* Są piękne!




Póki co muszę jeszcze poczekać na mój warsztat i dlatego znalazłam sobie odpowiednie miejsce w którym mogą powstawać szydełkowe projekty.

Plakaty poniżej nie są to przypadkowe ilustracje. Dość długo czekałam by znaleźć coś odpowiedniego na tę ścianę, a później na ich na dostawę, ale warto było. Są przepiękne.

A tak to wygląda zza dnia...


... i wieczorem ...


A tu dywanik, który powstaje powoli, bardzo powoli. Wzór znalazłam na stronie GARN STUDIO.


Przeprosiłam się ze stolikami z IKEA, które kupiłam ponad 5 lat po przeprowadzce do Norwegii. Kilka razy byłam bliska wyrzuceniu ich, dlatego że miałam inny stolik a te zbierały tylko kurz na strychu. Dobrze, że jednak je zostawiłam. Czasami moje zbieractwo jest pożyteczne :)

Wazon to wymarzony prezent, który dostałam w ubiegłym roku na urodziny od Męża. Pochodzi on z serii Kähler Omaggio. Absolutnie zakochałam się w tych paskach.


Już jakiś czas temu przekonałam się, że fajne produkty do domu można znaleźć na stronie H&M w zakładce HOME. Z moich ostatnich łowów jestem bardzo zadowolona. Jedynie zasłony muszę skrócić, ale to na spokojnie, bo jednego co mnie życie ostatnio nauczyło...to, że pośpiech jest wskazany, tylko przy łapaniu pcheł ;)


A to chyba najbardziej spontaniczna dekoracja jaką udało mi się w ostatnim czasie zrobić... Zaczęło się od tego, że chciałam napalić w kominku. Mąż przyniósł kosz drewna, a w nim leżała taka oto piękna deska. Żal mi było zakończyć jej żywot w płomieniach i szybko stała pięknym dodatkiem dla moich ozdób.


I to by było chyba na tyle. Nie obiecuję, kiedy się tu znowu pojawię, ale postaram się, żebyście nie musieli na mnie tak długo czekać. Tak więc na spokojnie Kochani do następnego razu...

Ściskam Was cieplutko i do zobaczenia
Munia




Energia do działania potrzebna od zaraz....

Witajcie Kochani :)

Jak u Was z przygotowaniami do adwentu i do zbliżających się świąt? Zapewne jesteście bardziej do przodu ode mnie. Jak nie lubię narzekać, to tym raz muszę to zrobić... Kompletnie nie mam nic przygotowane, nie mam wyciągniętych ozdób, moje pomysły ograniczają się tylko do...pomysłów. Potrzebuję mega wielkiego kopa, żeby w końcu się ruszyć i coś zrobić w domu. 
Ostatnio narzuciłam sobie zbyt wielkie tempo i najwidoczniej się chwilowo wypaliłam... Mam nadzieję, że kawa, ciacho i gazeta wpłyną na mnie pozytywnie ;) No i ta śnieżynka nieszczęsna co zerka na mnie żebym ją skończyła...

Z drugiej strony wciąż czekam na meble, remont jeszcze nieskończony, więc nic nie jest po mojemu.  Po prostu wszystko nie tak, a przecież zbliżają się jedne z najpiękniejszych świąt w roku.

Od kilku dni walczę ze skracaniem zasłon - 16 sztuk to nie lada wyzwanie, bo oprócz skracania muszę niektóre całkowicie przerobić. Oczywiście korzystam z mojego patentu na podwijanie - sprawdza się idealnie ;) A kto ciekawy jakiego to zapraszam tu - klik 
Z każdego pokoju, kartonu, kąta krzyczy na mnie robota do zrobienia. Zmowa jakaś czy co?

Eh...może jutro będzie lepszy dzień?? Na to liczę !!! :D


Jeśli chodzi o gwiazdkę, to jej schemat pochodzi z tej strony - klik.

Ściskam Was bardzo mocno i bardzo dziękuję za tyle pozytywnych komentarzy pod poprzednim postem. Dziękuję, że jesteście :*

Munia

Królestwo nastolatki - pokój Patrycji :) dom cz.2

Urządzenie pokoju dla nastolatki, to chyba jeden z tych momentów, kiedy rodzic zdaje sobie sprawę, że "róż" i "kucyki ponny" to bezpowrotna przeszłość...a teraźniejszość i przyszłość raczej nie obędzie się bez młodzieńczego buntu. Kompromis to jedyna i najmniej bolesna możliwość przetrwania okresu dojrzewania własnego dziecka...i swojego dojrzewania do bycia rodzicem nastolatka :)

Pati dostała jako pierwsza możliwość wybrania sobie pokoju. I wybrała...najmniejszy - 8m2. Wyobraźnia mojego dziecka nie zna granic - po wręczeniu jej katalogu z meblami, wybrała sobie taką ilość mebli, że nawet nie wiem czy by miejsca w salonie na nie starczyło... I to zdziwienie? 
- Mamooo przecież jak się wszystko poupycha, to się wszystko zmieści...
- Taaaa...

I tu przyszła pora na kompromis :)
Młoda Pani chciała mieć duży obraz z czerwonym piętrowym autobusem i to mnie zainspirowało do urządzenia jej pokoju. Jedyna tapeta jaką mamy z Polski, to jest właśnie ta u Patrycji w pokoju. Jej jakość niestety trochę nas rozczarowała, ale po wytapetowaniu okazała się całkiem przyjemna dla oka. Tapetę kupiliśmy w Castoramie.
Jedyne co mi się w niej nie podoba to kolor niebieski - zdecydowanie nie mój odcień - ale najważniejsze, że młodzież zadowolona :) Idąc za ciosem kupiliśmy jej wyżej wspomniany obraz i teraz przyszła kolej na Matkę Polkę i jej "trzy grosze" w urządzaniu pokoju. 
Reszta ścian jest wytapetowana tapetą z włókna szklanego i pomalowane na biało. Podłoga oczywiście ta sama co w salonie i reszcie domu. Meble - tu z pomocą przyszła IKEA. 

Jak wspomniałam wcześniej pokój ten jest naprawdę niewielki, a trzeba było w nim umieścić łóżko, biurko+krzesło, szafę, komodę, regał, nie mogło oczywiście też zabraknąć miejsca na telewizor, konsolę czy komputer....bo przecież - "Mamo jak nie będzie miejsca na to wszystko, to nie musisz mi kupować biurka"...
- A lekcje gdzie będziesz odrabiać?
- No zawsze mogę odrobić w kuchni albo w salonie...
-No tak :/
Ach ta rodzicielska troska o odrabianie lekcji :P

W końcu kupiliśmy łóżko z trzema szufladami, biurko z dolnymi półeczkami i szufladą, białe krzesło, szafę i meblościankę na telewizor, która również ma miejsce na konsolę a dolne półki z pojemnikami mogą posłużyć na ubrania, wyższe na książki i inne drobiazgi, kupiliśmy też mini regał na ścianę w kolorze czerwonym, reszta część mebli jest biała i szara.


Zdjęcie poniżej pochodzi z broszurki:
Widać, że pokoik jest naprawdę niewielki, bo fotograf stał w samych drzwiach żeby zrobić zdjęcie. Ale mały nie znaczy niefunkcjonalny. I tak naprawdę to mniejsza Córcia potrzebuje większy pokój od Pati, dlatego że ma więcej zabawek i ogólnie potrzebuje więcej miejsca do zabawy... Tylko żeby nie było, że moje dzieci idealnie się dogadują i dlatego starsza w momencie wyboru wybrała mniejszy, kierując się siostrzaną troską o rozwój młodszej siostry - Pati po prostu nie chciała mieć pokoju w pobliżu łazienki i naszej sypialni ;) za to wybrała towarzystwo kuchni i salonu :)


A tu już w trakcie i po remoncie:




Nie mogłam się powstrzymać przed złożeniem kilku mebli, chociaż tak na próbę żeby zobaczyć jak to będzie wyglądać... ach ta ciekawość.


Z końcowego efektu jestem naprawdę zadowolona. W przyszłości planujemy zrobić Patrycji pokój na dole z tego względu, że jest tam również dodatkowa łazienka ale póki co są to plany, które będziemy realizować dopiero za 2-3 lata.

Kącik z łóżkiem jest bardzo przytulny a zarazem praktyczny:


Za oknem dzisiaj panują prawdziwe jesienno-zimowe szarości... Dobrze, że w domu jest kolorowo i przytulnie :)






Nie zarzekam się, że takie ustawienie jest jedyną opcją, jednak na dzień dzisiejszy musi tak pozostać. Chociaż Pati nie może w nim przyjmować tłumów gości :P, to jest on bardzo przytulny i praktyczny. A jak szybko się w nim sprząta.....normalnie bajka ! :)
Wciąż się wypakowujemy, remontujemy i oczekujemy na nowe meble, więc do mety jeszcze jakieś kilka miesięcy :) Ale przynajmniej na nudę nie narzekam ....

Ściskam Was cieplutko
Munia

Dom mój tam, gdzie serce moje ❤️


Dzisiaj chciałam Wam pokazać kilka zdjęć domu - niektóre pochodzą z broszury jaką dostaliśmy przed wizytacją, a część zrobiona w trakcie remontu.
 Mijałam go odkąd zamieszkałam w Kristiansund i zawsze mi się podobał "vinterhage"-zimowy ogród/taras, który widać na zdjęciu po lewej stronie. Nawet nie pomyślałam, że kiedyś będzie całyyy Nasz :)

Dom który już ma swoją historię i o który będę dbała z całego serca, bo została w nim przecież część mojego Taty [*]

A jak to się stało, że kupiliśmy właśnie TEN dom? Z czystej ciekawości umówiliśmy się na spotkanie, bo zaintrygowało nas jedno ze zdjęć... Nie mogliśmy dojść za żadne skarby świata z układem jednego z pokoi...Na zdjęciach wyglądał inaczej niż na ogólnym planie domu. Oczywiście dom mi się podobał od samego początku, ale to ciekawość popchnęła nas do umówienia się na wizytację. Próbowałam się nie nastawiać, że to właśnie "TEN DOM", bo przecież na pewno są też inni chętni. 
Gdy przekroczyłam próg, to od razu poczułam się w nim dobrze i pewnie. Niemal na poczekaniu miałam wizję co i jak zrobimy. K.tylko mnie uspokajał, że przecież to pierwszy dom który oglądamy i na pewno nie będzie nasz. Jak to nie będzie?? Musi być !! Nie mogłam uwierzyć, gdy się okazało, że jesteśmy jedynymi licytującymi. ON po prostu czekał na NAS :)

Niech nie zmylą Was widoki...W Norwegii trwa na dobre jesień, a to zdjęcie zostało zrobione wiosną, kiedy był on wystawiany na sprzedaż. 


Dom pochodzi z lat 70tych i ma 5 sypialni, salon, kuchnię, 2 łazienki, spiżarnię, pralnię i...pomieszczenie w którym będzie mój warsztat :D, jest też balkonik łączący salon z sypialnią, taras połączony z "vinterhage" oraz garaż. Wokół domu jest troszkę zieleni - kilka drzewek owocowych i liściastych. Na wiosnę będę miała co robić. Zresztą już zasadziłam kilka cebulek i jestem ciekawa co z nich wyrośnie na wiosnę. 

Poniższe zdjęcia również pochodzą z broszury:




Zewnętrzny i wewnętrzny stan budynku jest dobry, ale to nie oznacza, że obeszłoby się bez remontu. I to jest to co mnie najbardziej ucieszyło - mam niezłe pole do popisu w realizowaniu swoich marzeń w urządzaniu domu. Poprzedni właściciele zważywszy na swój wiek, nie mieli już sił na całkowite odświeżenie pomieszczeń tak jak my to robimy, dlatego trochę minie czasu zanim będzie idealnie, ale powoli powoli do przodu i wszystko się jakoś poukłada :) 

Jeśli chodzi o pokoje, to nie miałam jakiegoś większego problemu z planowaniem ich urządzenia. Od początku wiedziałam mniej więcej co chcę mieć i jak ma być to zrobione. Nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli, ale staram się nie żyć z linijką w ręku, więc Mąż może odetchnąć.

Zdjęcie salonu z broszurki - i w trakcie remontu (pomieszczenia były urządzone, bo właściciele mieszkali tam niemal do ostatniego dnia zanim dostaliśmy klucze).


Parkiet sosnowy zastąpiliśmy jasnym dębowym. Gdy zabraliśmy się za zdzieranie tapet okazało się, że jest ich kilka warstw i zdzierania nie byłoby końca, gdybyśmy nie wypożyczyli maszyny na parę do zdzierania tapet - poszło błyskawicznie.


Następnie zagruntowaliśmy ściany i położyliśmy tapetę z włókna szklanego, którą pomalowaliśmy na biało.


Na ścianie przy której znajduje się kominek, skuliśmy płytki imitujące białą cegłę.




Jeśli chodzi o ścianę nad/wokół kominka myślałam o dość sprawdzonym sposobie jakim jest położenie imitacji cegły - zdjęcie pochodzi ze strony klik. Płytki podłogowe wokół kominka będą w kolorze grafitu.


W tym miejscu powstanie kącik jadalniany... Mam już upatrzony w mojej pracy komplet 6-ściu krzeseł i piękny stół.




To by było na tyle jeśli chodzi o salon. Międzyczasie mamy już założone listwy przypodłogowe - płaskie, również białe.
Salon chciałabym urządzić w stylu retro, ale na początku będziemy mieli większość mebli ze starego mieszkania, więc będzie ogólnie mix...który ostatnio niezbyt mi odpowiada - wprowadza zbyt dużo chaosu w otoczeniu.

W następnym poście postaram się pokazać pokoje dziewczynek. A teraz zmykam pod kocyk - za oknem od wczoraj szaleje niezły sztorm - idealna pogoda na nic-nie-robienie :)


Życzę Wam spokojnej nocki i pogodnej niedzieli
Ściskam cieplutko
Munia

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka