Po weekendzie...

Po weekendzie...

Weekend przeleciał mi przez palce i to nie wiadomo kiedy. Niby tyle zrobiłam, a jednak nie udało mi się nic uszyć z zaplanowanych projektów. Po raz kolejny uprzątnęłam werandę - jak ja nienawidzę pająków!!! są po prostu wszędzie a wieczorem pokazują się naprawdę niezłe okazy... Ale ostatnie dni lata są naprawdę ciepłe i trzeba to wykorzystać nim nastaną jesienne szarości. Miło jest wieczorem posiedzieć na werandzie i nie oglądać się przez ramię czy coś nagle nie zsunie się z sufitu ;)



Ostatnio w jednym ze sklepów zobaczyłam  piękny "kilim" ze sznurka. Nie mogłam mu się oprzeć, choć nie od początku wiedziałam gdzie go umiejscowię.
Tymczasowo wylądował w salonie...
Powoli też zmieniam dekoracje w domu na bardziej jesienne. Zauważyłam, że w tym sezonie modne są dodatki w kolorze musztardowym. W sumie nigdy nie kieruję się trendami, ale tak się jakoś złożyło, że od zeszłego roku - dywan plus inne dodatki są właśnie w tym kolorze :)


Na koniec pokażę Wam tylko malutką część mojego ostatniego zamówienia z Panduro. Te kolory są po prostu przepiękne. Już nie mogę się doczekać aż w końcu coś z nich uszyję!


Zmykam spać i Wam życzę spokojnej nocki.
Dobranoc Kochani i do usłyszenia :*
Munia






Małe sprawozdanie z ostatnich kilku miesięcy mojej nieobecności :)

Małe sprawozdanie z ostatnich kilku miesięcy mojej nieobecności :)

Bez owijania w bawełnę mówię - WRÓCIŁAM :D

A jak ciężko jest się zabrać do napisania nowego posta, wie ten co uległ urokowi INSTAGRAM`u. Tam się tak wszystko szybko odbywa...fotka, krótki opis i już. Z blogiem to już inna sprawa. Do tego dochodzi milion spraw codziennych plus tych niecodziennych i uporczywych na wczoraj i już doba minęła i znowu nie zrobiłam tego co bym chciała.


Odkąd mam swoją pracownię, to najwięcej czasu spędzam właśnie tam, a jest to czas przeważnie wykorzystany niezwykle kreatywnie. Przez te ostatnie pół roku wiele u mnie nowości od rozpoczęcia przygody z tatuażem, zakup wymarzonego overlocka, aż po kolejne remonty, przemeblowania i co najważniejsze - wkroczenie w kolejny etap rodzicielstwa - najmłodsza Córcia poszła do pierwszej klasy, Starsza do średniej. Niby dzieci starsze, to powinno się mieć więcej czasu dla siebie i albo ja jestem niezorganizowana albo to bujda na pocieszenie rodziców maluchów :)

Ok, to teraz zabieram Was w małą podróż po moim świecie. Będzie kolorowo, optymistycznie i mam nadzieję, że inspirująco ;) Zaczynam od sprawy niemal osobistej, ale nie na tyle intymnej, żeby chować się z nią po kątach...


TATUAŻ

Tatuaż chciałam mieć od zawsze. Ale nigdy to pragnienie nie było na tyle silne, żeby podjąć się jego realizacji. Najważniejsze było dla mnie, żeby tatuaż nie był tylko przypadkowym malunkiem na ciele, lub też co gorsza inspirując się modą lub też chwilową zachciewajką. Miał wyrażać moją artystyczną duszą, miał być moją swoistą opowieścią pewnej historii zaklętej w tej ilustracji niekoniecznie podobającej się innym. Bo przecież tatuaż jest jak dziecko które się kocha, nie można się nim znudzić, zostawić w domu, bo jest niewygodnym towarzyszem lub co gorsza wstydzić się go. Wytatuowałam sobie cygankę przy maszynie do szycia. Rysunek został zaprojektowany przez artystę Sama Phillipsa. Został nieco zmieniony, ale charakter obrazu pozostał. Wkrótce zostanie położony kolor. Pierwsza sesja trwała niemal 8 h i jak na mój pierwszy raz, to chyba całkiem dobry czas. Tak się zawzięłam, że powiedziałam, że nie wyjdę jak nie zostanie skończony. Bolało jak diabli pod koniec, ale nie mogłam przeżyć, że przyjdzie mi wyjść z niedokończonym tatuażem. Mam teraz talizman przeciwko niemocy twórczej. Moja pasja pomogła mi przetrwać niejedną burzę w moim życiu, a teraz pozostanie ze mną do końca życia.
A że duża?? hihi no cóż, ja do małych też nie należę ;)



PRACOWNIA

Tu to się dopiero wyprawia. Szyję, szydełkuję i słucham audiobook`ów - koniecznie kryminały i thrillery. Agatha Christie i Arthur Conan Doil  przesłuchani w całości, Remigiusz Mróz seria o Chyłce i Oryńskim ... Że tak się wyrażę w "mroku" tworzę najlepsze dzieła. 

Jakiś czas temu na rynku wydawniczym pojawiła się nowa książka z serii Tilda -Tone Finnanger - "Tilda Toy`s box". Autorka jak zwykle nie zawiodła, jest mnóstwo kolorów, piękne prace i masa inspiracji. Dla każdego lubiącego prace hand made, na pewno znajdzie się coś ciekawego. Na pierwszy cel poszła lalka Sweetheart. Jest cudowna. 














 
 


 



D O M

Zmiana goni zmianę. Udało mi się w końcu ogarnąć tzw "vinterhage". Jeszcze nie jest całkowicie zrobione po mojemu, ale biorąc pod uwagę, że przeważnie pogoda nie zachęcała do przebywania poza domem, nawet jeśli jest to pomieszczenie osłonięte od deszczu i wiatru, to na te kila letnich dni i wieczorów było idealnie. 
W salonie non stop coś się zmienia, ale przeważnie za sprawą dekoracji lub tekstyliów. 
W sypialni mała zmiana na ścianie, a wkrótce przyjedzie nowa szafa, która mam nadzieję, że rozwiąże obecny problem z przechowywaniem ubrań.
Kuchnia bez zmian, jak odstraszała tak odstrasza dalej. 
Pokój Pati - nieupoważnionym wstęp wzbroniony, więc sami rozumiecie. To taka strefa 51 w domu, gdzie nie robi się zdjęć :P
Pokój Oli - a tu nastąpiły zmiany i to nawet spore, ale o tym będzie osobny post, bo muszę przeprosić się z lustrzanką, bo odkąd INSTAGRAM przejął dominującą rolę w moim wirtualnym świecie, to nieodłącznym narzędziem w uwiecznianiu zdjęć, stał się aparat w telefonie. 


 
  
 
 
 
 

 


Wszystkie zdjęcia są przerobione na potrzeby publikacji na Insta i stąd ich jakość. Czas wrócić do lustrzanki ;)


Mam nadzieję, że ten post oraz te zdjęcia po części zrekompensowały moją nieobecność.
Pozdrawiam Was ciepło i do następnego razu :*
Munia
Copyright © 2016 Creative by Munia , Blogger